Pierwsza strona - Spis stron **************** Notatki: Tytuł; Wstęp. Notatki: 1977 Co to jest zło? Co to jest dobro? Notatki: 1977 – 1978 O złotych środkach i równowagach. Notatki: 1987 – 1988 Cud świadomości człowieka Notatki: 1991 – 1993 Dylematy człowieka współczesnego. Notatki: 1994 Nie ma społeczeństw całkowicie czystych moralnie. Notatki: 1996 – 1997 Nie można biernie przyglądać się i nie reagować na przemoc. Notatki: 1997 a Rozczarowanie i poniżenie milionów Polek i Polaków. Notatki: 1997 b O emancypacji. Notatki: 1998 – 1999 Pozory liberalizmu gospodarczego. Zniewolona wolność. Notatki: 1999 Wszyscy jesteśmy ze sobą powiązani. Notatki: 2001 a Pułapki myślenia zbyt doktrynalnie liberalnego. Notatki: 2001 b Zabijanie wolnego czasu myśleniem o sprawach niekoniecznie ważnych. Notatki: 2002 a Wierzyliśmy w liberalizm gospodarczy i w wolną grę rynkową. Notatki: 2002 b Czy koszty przemian musiały być tak wysokie? Zapiski: 2003 a Jaka ma być ta gospodarcza równowaga? Zapiski: 2003 b O podatkach. Zapiski: 2003 c O złotówce. Zapiski: 2003 d Wolność gospodarowania potrzebuje odpowiednich warunków. Zapiski: 2003 e Świat nie reaguje na zbrodnie dokonywane na Czeczenach. Notatki: 2003 f Mądrość ruchu "Solidarność" Notatki: 2004 Czy istnieją biedni Polacy? Notatki: 2005 „Nie lękajcie się.” Notatki: 2006 a Linia społecznych podziałów. Notatki: 2006 b Pogódźmy się. Notatki: 2006 c – 2007 Chichot historii. Dziennikarze wpisują się w polityczną wojnę. Notatki: 2007 a O Adamie Michniku i Leszku Balcerowiczu. Notatki: 2007 b Zgoda społeczna. Notatki: 2007 c Nie powinno się ograniczać gry rynkowo- społecznej. Notatki: 2007 d Optymistyczne przemiany w Europie. Notatki: 2007 e Naszą szansą integracja z Unią Europejską. Notatki: 2008 a Czy powstanie partia zrównoważonego rozwoju? Notatki: 2008 b Przyczyny podziałów i nienawiści. Notatki: 2008 c To przykre, że wprowadzenie stanu wojennego uważa się dziś za działanie pozytywne moralnie. Notatki: 2008 d Wygrał Obama. Świat podąży ku lepszemu. Notatki: 2009 a Struktura dzisiejszego kapitalizmu. Notatki: 2009 b Dyktatura większości. Polityczna i medialna bezduszność. Notatki: 2009 c Czy osoby produktywne są ofiarami osób nieproduktywnych? Notatki: 2009 d Co dzisiaj oznacza pojęcie "Wspólnota państwowa" Notatki: Spis treści Zabawy słowami |
Notatki: 1998 - 1999 Pozory liberalizmu gospodarczego. Zniewolona wolność. |
|
|
Mamy i córki bieg po zdrowie. |
||
|
Grudzień 1998r.
Sylwestrowy stan mojego ducha.Prawie cała energia zaangażowana w poszukiwanie pracy, na nieustające pisanie odręcznie podań, na odwiedzanie przedsiębiorstw, biur, urzędów, instytucji poszła na marne. Sparaliżowane życie prywatne. Wszystko bez rezultatu. Odczucie, że znalazło się na dnie oceanicznego, tektonicznego rowu, gdzie nie ma już tlenu i nie dociera żadne światło nadziei. Zwątpienie, załamanie, apatia przechodząca w depresję. Czy nie pozostawi to śladów w psychice na długo. Czy zdołam się jeszcze kiedyś otworzyć i normalnie funkcjonować? A przecież moja sytuacja nie różni się od sytuacji wielkiej liczby obywateli naszego kraju. Po co mi pusty portfel z miejscem na „mocne” pieniądze?- Sylwestrowe dywagacje o pustym portfelu, o zakupach i o sile pieniądza.Chyba są to proste zasady ekonomi: Jeśli zawyża się sztucznie popyt i rozbudzona konsumpcja przekracza wydolność gospodarki to ogołaca się rynek i stymuluje wytwarzanie produktów niskiej jakości i bubli, jeśli jednak popyt sztucznie się ogranicza i jest on niższy od gospodarczych możliwości, to marnuje się te możliwości i niepotrzebnie wyhamowuje gospodarkę. Wydaje mi się, że zbyt słaby pieniądz to produkowanie bubli, to marnowanie ludzkiej pracy, to ucieczka towarów za granicę, to brak dopingu do unowocześniania gospodarki, ale zbyt mocny pieniądz to marnowanie potencjału ludzkiej pracy, to ogromne bezrobocie i ludzkie tragedie, to zalew produktów zza granicy, również tych miernej jakości, to eksport pracy, to brak pieniędzy w portfelach dużej części rodaków i ograniczenia w inwestowaniu samych Polaków i tworzeniu klasy średniej. Wydaje mi się, ze dzisiejsze bezrobocie nie wynika z wysokiej wydajności, z nadmiaru towarów i usług w stosunku do potrzeb, a wynika z nadmiernego ograniczania konsumpcji przez niedobór pieniędzy w obiegu. Brak chłonności rynku, nasycenie hurtowni i sklepów towarami nie wynika z nasycenia nimi gospodarstw domowych, wynika z niedoboru środków pieniężnych potrzebnych do ich nabycia. Można przez w pewnym stopniu lub przez pewien czas ograniczać konsumpcję na rzecz inwestycji /odłożonej w czasie i pomnożonej konsumpcji/ jednak nie można dokonywać tego w sposób drastyczny, nie można przekraczać granicy, po przekroczeniu której takie oszczędności zaczynają być destruktywne. Sierpień 1999.
Metaforycznie o globalizacji i europejskiej integracji.Dziś gospodarka światowa jest gospodarką wzburzonego oceanu, w którym prądy kapitałowe łączą często bardzo odległe kraje. Dawne trusty, monopole itp. organizacje gospodarcze i finansowe zastąpiły wielkie firmy, korporacje, organizacje i powiązania gospodarcze, niekiedy o majątku porównywanym do majątku średnich państw. Zarówno w kraju jak i w gospodarce światowej dzisiejsze mechanizmy gospodarcze i polityczne różnią się od tych sprzed kilkudziesięciu lat. Nasza polska cherlawa, nieprzygotowana do integracji i współzawodnictwa gospodarka, która niejako od początku została poddana prawom rynkowym, prawom ustroju kapitalistycznego, chce i musi funkcjonować wewnątrz gospodarki światowej, czy między gospodarkami światowymi i chce się z nimi jeszcze bardziej związać. To tak, jakby chcieć kajakiem przepłynąć wzburzony ocean. Aby ziściła się ta wizja ścisłej integracji wioślarze muszą wydobyć z siebie nadludzki wysiłek, aby nie utonąć. Być może przyjdzie kiedyś wielka satysfakcja z tej szalonej wyprawy, z przepłynięcia oceanu i dobrnięcia do upragnionego celu, do którego inni dopływają wygodnymi statkami. Jednak wyprawa zdaje się być nie tylko ogromnie trudna ale i ogromnie niebezpieczna. O wiele wygodniej i spokojniej byłoby jednak płynąć po stabilnym i odizolowanym od świata jeziorze. Ale może i na ocean można by było się wybrać gdyby się otrzymało pomoc od innych, po zbudowaniu najpierw przy pomocy innych, doświadczonych dokerów własnego statku. Wydaje się, że antyglobaliści intuicyjnie wyczuwają pewien dysonans między wizjami światowej ekonomicznej integracji a praktycznymi korzyściami z integracji jakie płyną dziś dla społeczeństw zacofanych, o gospodarkach nierozwiniętych. Być może ten dysonans jest i może musi być na początku procesów globalnej integracji, później korzyści płynące z globalizacji będą powszechne, a przede wszystkim odnosić je będą państwa zacofane, równając do państw rozwiniętych, korzystając z ich dorobku technologicznego, naukowego itd. Jednak dziś na początku procesów koszty z otwierania się i integrowania z rynkami rozwiniętymi, zwłaszcza koszty społeczne są nieoczekiwanie wielkie. Państwa bogate tylko w niewielkim stopniu pozbywają się swoich egoizmów i w niewielkim stopniu starają się zrozumieć sytuacje krajów biednych i chcą im pomóc Istnieje pewna hipokryzja, państwa bogate, które korzystają z rynków i przede wszystkim z taniej siły roboczej, eksploatujące społeczeństwa państw biednych, nie kwapią się z pomocą długofalową, inwestycyjną. Pomoc charytatywna, doraźna jest na pewno potrzebna, jednak nie rozwiązuje trwale problemów. Bogate państwa europejskie, zapominają, że po II wojnie światowej ich rozwój był możliwy dzięki amerykańskiej pomocy. Bogate państwa europejskie chętnie inwestują u nas w handel, bankowość i transferują zyski do siebie, natomiast bardzo opornie, z niechęcią w przemysł, nie chcą się zbytnio dzielić swoimi technologiami, na czym z kolei nam najbardziej zależy, niechętnie też godzą się np. na przedłużenie okresów, w których obowiązywałby niższy niż u nich podatek WAT /od wartości dodanej/ w sektorach gospodarki, które są siłą napędową gospodarki i siłą jej unowocześnienia. Handlować potrafi prawie każdy, nie musieliśmy się tego uczyć od innych. Wiedza „tajemna”, przemysłowa, naukowa, technologiczna trafia do nas niezwykle opornie. Jest w tym też dużo „zasług” naszych urzędników i decydentów, którzy odwrotnie niż można się było spodziewać traktują zagraniczne inwestycje handlowe i przemysłowe. Inwestorzy handlowi otrzymywali daleko idące ułatwienia, długoterminowe zwolnienia podatkowe, natomiast inwestującym w przemysł o dziwo stawia się tak trudne warunki, że rezygnują oni z inwestowania u nas i przenoszą inwestycje do innych krajów. Wprawdzie handel, sprzedaż napędzają gospodarkę, ale wymagają one przede wszystkim siły nabywczej społeczeństwa a dopiero później zorganizowanych do tego miejsc. Siła nabywcza sama powoduje uruchomienie inicjatyw i powstawanie takich miejsc. Sierpień 1999 r.
Społeczne frustracje.Kapitalizm, przynajmniej w naszym, polskim wydaniu, przynajmniej przy jego wprowadzaniu, na początku jego funkcjonowania okazał się równie nieprzyjazny przeciętnemu człowiekowi jak socjalizm. Nadzieja, że wraz z e zmianą ustroju pozbędziemy się naszych narodowych wad i złych relacji społecznych okazała się płonna. Zło zostało jeszcze pogłębione. Buta, egoizm, brak społecznej solidarności uwidoczniły się z całą mocą. W epoce Jaruzelskiego pewne otwarcie na zmiany gospodarczego ustroju, na prywatną własność i prywatne przedsięwzięcia szły w parze z wciąż jeszcze mocno umocowanym konserwatyzmem politycznym. Często jeszcze poglądy z ducha optujące za przemianami polityczno- ustrojowymi były barierą a przynależność rzeczywista, mentalna lub formalna do starego peerelowskiego świata promowała w zajmowaniu eksponowanych miejsc w różnego rodzaju władzy, w administracji, w podmiotach gospodarczych, do przejmowania tych podmiotów na własność. Liczyły się „linki”, awanse zawodowe i społeczne realizowane były po linii przynależności do PZPR. Niestety w wolnej już Polsce też funkcjonują przynależnościowe i środowiskowe linki. Układy, przynależności do grup, do politycznych opcji w dalszym ciągu a może w większym jeszcze stopniu są gwarantem otrzymania odpowiedniej posady czy odpowiedniego dostępu do społecznego majątku. Oczywiście nie można całkiem napiętnować ludzi którzy wykorzystują swoje życiowe szanse, jeśli tylko nie uciekają się do przestępstw. Byłoby dziwne gdybyśmy takich szans nie wykorzystywali. Ale jest winą decydentów prowadzących określoną politykę, tworzących takie a nie inne warunki, w których funkcjonuje gospodarka i życie społeczne, że tak łatwo dochodzi do niesprawiedliwości, do nierówności szans. Jednak należy bardziej cenić ludzi, którzy od „zera” tworzyli firmy produkcyjne, handlowe i inne, którzy dzięki swej pracowitości i pomysłom rozbudowywali je, tworząc z warsztatów rzemieślniczych i małych firm coraz większe przedsiębiorstwa, pomimo niesprzyjającej polityce gospodarczej kolejnych ekip rządowych. Trudno natomiast cenić tych, którzy dzięki różnorakim powiązaniom i układom towarzyskim partyjnym i zawodowym robili najpierw kariery menedżerów a później przejmowali majątek społeczny w postaci firm z budynkami, parkiem maszynowym, technologiami, wykwalifikowaną załogę a także powiązania rynkowe i rynki zbytu i zamiast firmy rozbudowywać w miarę upływu czasu redukowali je, często doprowadzając do upadłości, mocno się przy tym bogacąc. Część z tych nowobogackich, którzy uwłaszczyli się na społecznym majątku lub robili kariery „menedżerskie” jest przy tym bardzo zadufana i arogancka. Wielu polityków i publicystów usprawiedliwia istnienie obszarów biedy i ekonomicznego ostracyzmu tezami, że każdy sam odpowiada za własny los, że jest jego „ kowalem” . Jest w tym stwierdzeniu tylko część prawdy. To „branie swego losu we własne ręce” może być realizowane w różnym stopniu w zależności od zewnętrznych uwarunkowań. Uważam, że u nas w Polsce miało ono przez lata bardzo ograniczone pole realizacji. Poza tym, że w cywilizowanych państwach dba się również o tych mniej przebojowych i mniej udolnych obywateli, to dba się też, by nie ograniczać możliwości rozwoju tych którzy mają pewien potencjał do pracy i tworzenia wspólnego dobra. W Polsce w wielu przypadkach ograniczeniem były wyznawane wartości, moralne normy, poparcie lub jego brak politycznych opcji. Paradoksalnie często poglądy z ducha optujące za przemianami polityczno ustrojowymi były barierami nie tylko do znalezienia pracy zgodnej z kwalifikacjami ale nawet do znalezienia jakiejkolwiek pracy. Społeczeństwo organizuje się w państwo między innymi po to by się wzajemnie wspomagać, wspólnie chronić przed złem, by razem się rozwijać. Nasze państwo nie jest państwem dla wszystkich, jest państwem dla wybranych. Jeszcze kilka lat temu byłem za wolnością, za liberalizacją wszystkich dziedzin życia, (oczywiście nie za liberalizacją skrajną taką jakiej chce np. Korwin Mikke). Dziś po doświadczeniach z minionych lat okazało się, że i liberalizm może przyjąć różne formy, że liberalizm gospodarczy w czystej formie jest antyhumanitarny, jest wynaturzeniem, zaprzeczeniem stadnej solidarności. Liberalizm ekonomiczny jest może motorem szybkiego rozwoju gospodarki i kraju, jednak liberalizm skrajny, w czystej formie jest dla wielu nie do zniesienia, paradoksalnie prowadzi do powstawania ograniczeń, do zniewalania jednych grup przez inne, do oligarchizacji społecznych stosunków, do rygorów i ograniczeń. W bogatych krajach, gdzie zapewniona jest pomoc socjalna, dla najbiedniejszych, nie przystosowanych do życia w gospodarce rynkowej, gdzie osoby pozostające bez pracy otrzymują zasiłki umożliwiające godne życie, nie występują tak drastyczne dramaty jak u nas. Oczywiście nasze państwo jest biedne, ma niewiele zasobów finansowych, jednak nie tylko nie finansowanie biedy jest źródłem ludzkich nieszczęść. Bezmyślność, egoizm decydentów to również przyczyny wielu nieszczęść i tragedii. Posłowie „działacze”, którzy dostali się do władzy, a często ich wiedza merytoryczna i umiejętności legislacyjne są mizerne razem z posłami egoistami i cwaniakami, którzy dbają tylko o własne wąsko pojęte interesy uchwalają knoty prawne i tak nieludzkie ustawy jak np. ustawę, która umożliwia wyrzucenie z mieszkań na bruk ludzi bez środków do życia, w tym matki z małymi dziećmi. W kraju, w którym oficjalne bezrobocie wynosi ok. 20%, większość bezrobotnych jest pozbawiona jakiejkolwiek pomocy od państwa. Niewielkie zasiłki otrzymują tylko przez krótki okres, później mimo często tragicznej sytuacji, są pozbawieni jakichkolwiek dochodów. Nic dziwnego, że tylu bezdomnych wegetuje na dworcach i w różnych „dziuplach”. Komercja, wyścig za pieniądzem, połączone z samolubstwem, znieczulicą i bezwzględnością są równie przykrym zjawiskiem jak komunistyczne zakłamanie. Tak jedno jak i drugie odbierają ludziom godność, sprowadzają życie niektórych do koszmaru. Ludzie czują się jak szczury zamknięte w klatce. Są zestresowani, miotają się, nie mając szans na wyjście z pułapki na zewnątrz. Powtarzane twierdzenia, że każdy sam jest dla siebie kowalem swojego losu, jest egoistyczną, podłą brednią. Obecny system ekonomiczny i prawny, a przede wszystkim funkcjonujące dziś praktyki, w tym praktyki stosowane przy rekrutacji ludzi do pracy i praktyki bankowe powodują to, że bogaci bogacą się jeszcze bardziej, a biedni biednieją aż do dojścia do sytuacji beznadziei, z której nie ma już wyjścia. Jeśli ludzie, którzy są w tragicznej sytuacji materialnej, życiowej widząc, że część społeczeństwa opływa w ogromnym bogactwie i to niestety bardzo często nie osiągniętym uczciwie, są jeszcze bardziej tą sytuacją przygnębieni to nie może to dziwić. Jeśli można zrozumieć i akceptować bogactwo ludzi, którzy doszli do niego w miarę uczciwą, własną pracą lub pomysłem, to trudno zrozumieć kariery cwaniaków czy ludzi bezwzględnych, bez skrupułów dążących do celu, którzy przejmują bez żenady społeczne pieniądze. Jeśli menedżerowie, którzy doprowadzają przedsiębiorstwa do upadku, przy akceptacji rad nadzorczych, przyznają sobie uposażenia stukrotnie większe od średniej krajowej płacy, jeśli niektórzy posłowie, radni powiązani są interesami z mafiami, ze środowiskami przestępczymi, to trudno oczekiwać od społeczeństwa akceptacji takiego stanu rzeczy. Jeśli państwo nie potrafi się ustrzec od tego by było wykorzystywane jako instrument - i to instrument potężny – służący okradaniu obywateli przez różnego typu aferzystów i cwaniaków i jednocześnie stosuje wobec swych obywateli, wobec „maluczkich” surowe i bezwzględnie egzekwowane kary, represyjne sankcje za niewielkie przewiny, np. za sprzedaż niewielkiej ilości towarów bez urzędowego zezwolenia, z której zyski pozwalają co najwyżej na zakup chleba, to nie może ono być odbierane przez tych ostatnich za państwo własne, za państwo sprawiedliwe, za państwo jednakowego dla wszystkich prawa, jest ono dla nich państwem elit. Jest to dla nich tylko organizacja wyzysku jednych przez drugich. Tłumaczenie, że państwo musi stać na straży prawa i egzekwować jego przestrzegania od każdego, gdyż suma nawet tych najmniejszych przewinień urasta do wielkiej wagi ogólnopaństwowego problemu, że stanowi wielkie dla niego obciążenie staje się wobec bezkarności aferzystów- rekinów, wobec arogancji prominentów i czerpania przez nich korzyści wszelkimi dostępnymi środkami nie tylko nieprzekonujące, ale irytujące i deprawujące. Nieprzypadkowo wolnościowy ruch społeczny, który skupił w swych szeregach miliony osób, przyjął nazwę „Solidarność”. Trudno się dziwić frustracjom dużej części członków tego ruchu, w sytuacji gdy jedna z podstawowych wartości w imię której podjęli walkę ustąpiła miejsca innym wartościom, takim jak oligarchiczny liberalizm gospodarczy, wierność zasadom „kapitalizmu dziewiętnastowiecznemu”, który w państwach „Zachodu” już dawno ustąpił bardziej cywilizowanym bardziej ludzkim jego formom. Tak właściwie wartość jaką jest solidarność społeczna została tak bardzo ograniczona, że można mówić o jej wyrugowaniu. Czasami odnosi się wrażenie że polska demokracja obejmuje różne sfery funkcjonowania społeczeństwa i państwa, oprócz sfery gospodarczej, że gospodarka funkcjonuje obok demokracji, że gospodarka uległa oligarchizacji i mafizacji. Jeśli nie zmieni się charakter gospodarki z „liberalno- aferowo- mafijno- oligarchicznej” na gospodarkę „liberalno- demokratyczną”, jeśli uwłaszczenie nie przyjmie bardziej powszechnej, sprawiedliwszej formy, jeśli kredyty bankowe będą praktycznie dostępne tylko jednostkom, ludziom z układów, jeśli polityka kredytowa nie będzie bardziej otwarta, bardziej demokratyczna, to zamiast powstawania licznej klasy średniej, będzie się rozrastać wąska klasa oligarchów. Dzisiejszej polityki banków nie można usprawiedliwiać ich ostrożnością. Przecież wielka liczba kredytów o wielkiej wartości udzielanych często osobom z układów lub w sposób korupcyjny została zmarnowana, niespłacona /prawdopodobnie nie wszystkie takie zdarzenia zostały ujawnione opinii powszechnej/ Chyba łatwiej jest korygować politykę kredytową, jeśli biorcami kredytów jest wielka rzesza drobniejszych inwestorów, niż wtedy, gdy klientelę banków ogranicza się do wąskiej klasy uprzywilejowanych, a udzielane kredyty jednostkowe mają ogromną wartość. Potrzebna jest zmiana myślenia decydentów. Gospodarka może być silna poprzez powszechną mobilizację, może się rozwijać dzięki wielkiej rzeszy małych i średnich inwestorów, a nie tylko poprzez gigantyczne przedsięwzięcia. Przykre są też: „żarłoczność”, egoizm, cynizm osób, które nie są przedsiębiorcami, lecz zajmują różnorakie wysoko płatne i prestiżowe stanowiska w firmach państwowych, w państwowych urzędach i instytucjach, które są politykami, a które żyją na koszt podatników. Nieszczęśliwie liberalizacja myślenia i życia społecznego sprzęgnięta została ze zbytnią liberalizacją gospodarki, a właściwie z liberalizacją pozorną, ograniczoną, nie tyle z wolnością co ze zbytnią dowolnością w tej sferze, z dowolnością metod dochodzenia do sukcesów biznesowych, do bogacenia się, z przyzwoleniem na metody przestępcze. Oczywiście trudno jest opanować żywioł gospodarczy metodami zakazów i nakazów, wydaje się jednak, że temu stanowi rzeczy sprzyjała polityka gospodarcza, polityka trudnego startu i trudnego gospodarowania a zwłaszcza zbytnie ograniczanie ilości pieniędzy w obiegu, zbyt wysokie kursy złotówki. Oczywiście dużo łatwiej jest analizować zaszłości, oceniać politykę z perspektywy czasu i z perspektywy rezultatów, trudniej przewidzieć przyszłe rezultaty prowadzonej na bieżąco polityki, tym bardziej gdy ustrój gospodarczy buduje się od początku, gdy reguły gospodarcze wprowadza się bez wcześniejszych doświadczeń, gdy wydaje się że determinacja w przeprowadzaniu swoich wizji sposobu gospodarczego rozwoju jest niezbędna do osiągnięcia sukcesu. Jednak szkoda, że już po ujawnianiu się złych skutków tej polityki nie korygowano jej, nie odchodzono od twardej linii polityki trudnego pieniądza. Sierpień 1999
Czy dławienie inflacji nie jest zbyt drastyczne?Być może są to podejrzenia laika ale wydaje mi się, że w obawie przed powrotem zbyt dużej inflacji następuje u nas zbyt duże ograniczanie popytu- zbyt dużo osób pozostaje poza burtą naszej gospodarki. Rygorystyczne trzymanie w ryzach inflacji było chyba niezbędne po wprowadzeniu finansowych i ekonomicznych reform i na początku funkcjonowania i utrwalania nowych gospodarczych reguł. Oczywiście z biedą i bezrobociem można skutecznie uporać się poprzez inwestycje i gospodarczy rozwój. Ważnymi środkami do rozwoju są: ożywianie i poszerzanie wewnętrznego rynku, włączanie w niego wszystkich obywateli a także ściąganie zagranicznego kapitału i nowoczesnych technologii, które zapewnią sprzedaż produkowanych u nas towarów i naszych usług. Przedsiębiorczość w Polsce podobnie jak w niektórych innych krajach np. we Włoszech budować się powinno na inicjatywie i włączeniu w rynek szerokiej rzeszy obywateli, na powstawaniu małych i średnich przedsięwzięć, a nie na wspieraniu tylko niewielkiej warstwy najbogatszych i tworzeniu struktur oligarchicznych. Czy ożywienie można osiągnąć likwidując osłony dla najuboższych, skazując wielu na wegetację poniżej ludzkiej godności? Czy poczynione kosztem nich oszczędności spowodują ożywienie. Jeśli nawet spowodują krótkotrwałe zwiększenie gospodarczego wzrostu o 1% czy 2% /jeśli zostaną one zainwestowane, a nie „przejedzone” przez bogatych/ to czy będzie ono zauważalne? Potrzebny jest wzrost przynajmniej 5%. Czy niewielkie zwiększenie gospodarczego wzrostu warte jest tego, by część społeczeństwa żyła w skrajnej nędzy, na granicy fizycznej egzystencji, by przygnębiająca atmosfera towarzyszyła społecznemu życiu. Czy obecne odchodzące pokolenie, tak bardo doświadczone, musi do końca żyć w przygnębieniu, w imię lepszej egzystencji następnych pokoleń. Gdyby miało ono pewność, że to poświęcenie jest konieczne i nie zostanie zmarnowane, może lżej byłoby mu znieść swą nędzę, ale nie tylko takiej pewności nie ma, ale przeciwnie jest przekonane, że jego kosztem żyją w luksusie obecne elity, elita gospodarcza, elita władzy i polityki, przestępcy gospodarczy, mafiozi. Jesteśmy chyba zbyt biednym krajem, by angażując tylko własny kapitał można było zmniejszać różnicę w poziomach życia naszego społeczeństwa i społeczeństw bogatych, gdzie inwestuje się coraz więcej i to bez większych społecznych wyrzeczeń, jednak ograniczanie aktywności własnych obywateli poprzez ograniczanie konsumpcji i wewnętrznego rynku jest ogromnym marnotrawstwem społecznych możliwości. Kraje bogate mogą zdecydowanie więcej środków przeznaczać na inwestycje, na rozwój. Przepaść między krajami bogatymi i biednymi może łatwo się pogłębiać Wyjściem dla krajów biednych jest staranie się o pomoc i o zaangażowanie w ich gospodarkę inwestorów zagranicznych, o zagraniczne kapitały, ale także stworzenie możliwości do zaangażowania się jak największej liczby własnych obywateli. Nie można liczyć tylko na to, że oszczędności w sferze konsumpcji, obniżanie i tak już niskiego poziomu życia obywateli wystarczą na szybki wzrost inwestycji, i szybki rozwój. Dziś inwestorów nie przyciągnie się już tylko polityką liberalną, ale przede wszystkim tanią siłą roboczą i rzeczywistym a nie tylko potencjalnym rynkiem konsumentów. To konsumpcja powoduje nie tylko powstawanie rodzimych przedsiębiorstw, ale przyciąga też zagranicznych inwestorów. Robienie oszczędności wyłącznie na najuboższych, traktowanie ich jak wyrobników i niewolników, odbieranie im ludzkiej godności, może przynieść opłakane rezultaty. Błędną jest też opinia, że tylko ludzie, którym się powiodło zasługują na uwagę, że są ludźmi sprawdzonymi i hołubiąc ich i finansując nie marnuje się państwowych, społecznych pieniędzy. Czasami to czy ktoś znajdzie się na świeczniku publicznego i ekonomicznego życia, czy zostanie pariasem jest kwestia całkowitego przypadku. Rygory gospodarcze, konsumpcyjne, ascetyczne ograniczenia, odkładanie na przyszłość korzystania z owoców demokracji i przekształceń ustrojowych i gospodarczych wydawały się na początku drogi racjonalne i konieczne, by słaba „bezkapitałowa” gospodarka mogła nabrać rozpędu. Jednak dziś już widać, ze ta asceza, która zresztą dosięgła tylko część społeczeństwa nie tylko nie przyniosła spodziewanych rezultatów, ale przyhamowała gospodarczy rozwój. Państwo może być i powinno być silne siłą swoich obywateli, dobrobyt i szczęście całej państwowej społeczności są składowymi dobrobytu i szczęścia wszystkich osób budujących tą społeczność. Sierpień 1999r.
O liberalizmach.Dzisiaj w społecznym odbiorze występuje wymieszanie pojęć. Słowo liberalizm oznacza chyba w polskim języku: wolność wyborów. Nie można do jednego worka z nazwą „liberalizm” wrzucać liberalizmów dotyczących różnych dziedzin ludzkiego myślenia i działania. Liberalizmy: światopoglądowy, polityczny, gospodarczy czy inny, nie są tożsame i nie muszą być i jakże często nie są wyznawane przez te same osoby. Oczywiście uważam, że liberalizm dotyczący światopoglądu, koncepcji życia człowieka i funkcjonowania świata jest czymś pozytywnym, jest zaporą przed ideologiami, przed wpadnięciem w sidła „jedynie słusznych” doktryn, ucieranie się poglądów jest motorem postępu. Chociaż i w tych sferach ludzkiego myślenia i aktywności wolność nie powinna przekształcać się w dowolność, a myślenie i działanie nie powinno być wymierzone przeciwko innym ludziom. Tym bardziej w tak konkretnej, mającej bezpośredni wpływ na życie ludzi i społeczności sferze gospodarczej liberalizm nie powinien stawać się dowolnością i nie powinien być antyspołeczny. Niezbyt pozytywnie oceniam to co liberalizmem gospodarczym określa się dziś dość powszechnie w Polsce, ten gospodarczy liberalizm w takim kształcie z jakim mamy dziś do czynienia nie jest liberalizmem prawdziwym, paradoksalnie głosząc wolność gospodarowania narzuca kształt tej wolności i przyjmuje formę liberalizmu wybiórczego, protekcyjnego i formę ekonomicznej doktryny a wolność rynkowa nie jest dostępna wszystkim obywatelom. Ten nasz liberalizm gospodarczy jest też w dużym stopniu utożsamiany z polityką trudnego pieniądza. Sierpień 1999r.
Pozory liberalizmu gospodarczego i wolnej gry rynkowej. Zniewolona wolność.Liberalizm to wolność, wolna gra. Wolność oddziela bardzo niewyraźna granica od dowolności. Wydaje się, że w naszej gospodarce zaistniała nie tylko gospodarcza wolność ale też zbyt dużo gospodarczej dowolności. Na naszym rynku obok autentycznej gry rynkowej zaistniało za dużo pozorów takiej wolnej gry, a nawet gry przestępczej. Rynek opanowują zamiast najlepsi, najsilniejsi i najcwańsi. Liberalizm gospodarczy utożsamiany jest chyba błędnie, świadomie lub podświadomie przez dużą część polityków z silnym i trudnym pieniądzem. i ta wizja gospodarczego liberalizmu jest narzucana części społeczeństwa. Liberalizm gospodarczy to przede wszystkim wolność gospodarowania i odnajdywania się na wolnym rynku, ale rynku czystym, wolnym od układów, przemocy i patologii. Paradoksalnie nasi „liberałowie gospodarczy” dążą pośrednio do wprowadzania do gospodarki nadmiernych rygorów i ograniczeń, tak by w grze rynkowej i w rynku pracy nie mogła uczestniczyć zbyt duża część społeczeństwa. Łatwiejszy pieniądz mógłby spowodować szerszy udział społeczeństwa w inwestycjach i rynkowej grze, liberalizm gosp. przyjąłby bardziej demokratyczną formę. Wydaje się, że korzyści wynikające z racjonalizacji inwestowania i gospodarowania wymuszane trudnym pieniądzem nie rekompensują strat wynikających z ograniczania dostępu do rynku Zbyt trudny pieniądz nie zawsze zresztą prowadzi do racjonalizacji jego wydawania i racjonalizacji gospodarowania, często powoduje, że inwestorami stają się nie koniecznie ci bardziej zaradni, „czujący” rynek i orientujący się w jego potrzebach i tendencjach, ale jakże często ci z różnego rodzaju układów, powiązań. Sierpień 1999r.
Potrzeba równowagi miedzy uporządkowaniem a wolnością.Myślenie ludzkie tęskni za wolnością i jednocześnie dąży do uporządkowania. To dążenie do uporządkowania ma pozytywne skutki, nadaje rozwojowi świata ludzi kierunki i sens, ma też i skutki negatywne, prowadzi ciągle na nowo do ideologizacji. Nawet deklarowane: otwartość, tolerancja i wolność myślenia i działania przyjmują z czasem formę obarczoną mniej lub bardziej ideologicznością. Liberalizmy: światopoglądowy, kulturowy, gospodarczy jakże często stają się dziś sformalizowane, zdoktrynizowane , stają się daleką od praktycyzmu, pluralizmu i zdrowego rozsądku ideologią. Zupełny bezład w myśleniu i działaniu też nie jest pożądany, może prowadzić na manowce. Społeczeństwa, ludzkość muszą wciąż na nowo szukać równowagi między uporządkowaniem i ideologicznością a wolnością. Czy rozwiązywać problemy społecznych grup i środowisk?Nie jest chyba tak, jak twierdzą niektórzy komentatorzy, że rozwiązując pewne grupowe problemy, godzi się w interes całego społeczeństwa. Jest to rozumowanie bardzo uproszczone. Rozwiązywanie problemów społeczeństwa, to również rozwiązywanie problemów cząstkowych i problemów dotyczących poszczególnych grup społecznych. Uporanie się z problemami grupy to raczej ulga dla całego społeczeństwa. Rozwiązując niektóre problemy grupowe, powoduje się, że zmniejsza się np. ilość osób znajdujących się poza burtą gospodarki i społecznego życia które nie biorą udziału (lub biorą udział w bardzo ograniczony sposób) ani w konsumpcji ani w tworzeniu dóbr. Chyba bardziej godzi w nasze interesy pobłażanie aferzystom i tolerowanie korupcji niż pomaganie ludziom tej pomocy potrzebującym. Polityka ekonomiczna i finansowa ogólna, ramowa miała być panaceum na rozwiązywanie wszelkich, konkretnych problemów gospodarczych i społecznych. Niestety wolna gra rynkowa jak dotąd nie spowodowała, że te konkretne problemy są rozwiązywane. Okazało się, że ”niewidzialna ręka” wolnego, na dodatek rozregulowanego rynku nie zastąpi ludzi i ich konkretnych działań, rozwiązywania konkretnych problemów i na pewno nie zastąpi rozwiązywania problemów społecznych. Jeśli nie potrafi się doprowadzić do tego,by sytuacja w kraju była normalna, by nie występowały patologie i wykrzywienia, by rynek był wyregulowany i sam rozwiązywał problemy ludzkie to obowiązkiem państwa wobec swych obywateli jest zajęcie się występującymi problemami. Sierpień 1999 r.
Dzisiejszy światowy kapitalizm.Dzisiejszy kapitalizm różni się od tego sprzed kilkudziesięciu lat. Istnieje niebezpieczeństwo, że powstające dzisiaj wielkie korporacje gospodarcze, monopolistyczne ponad narodowe molochy mogą upodobnić się do gospodarek (państw) nakazowo- rozdzielczych. Po zdominowaniu i zmonopolizowaniu przez nie rynków w pewnych obszarach lub w pewnych sektorach gospodarki światowej, ustanie gra rynkowa, która jest elementem wymuszającym racjonalne i korzystne dla wszystkich rozwiązania. Zostaje ona zastąpiona przez odgórne sterowanie przez zarządców korporacji. Udziałowcy korporacji są coraz bardziej rozproszeni, anonimowi, mają coraz mniejszą świadomość, coraz mniejsze rozeznanie tego co dzieje się z ich kapitałem. Może dochodzić do pozorów i paradoksów. Coraz bardziej demokratyczny, powszechny dostęp do rynku kapitałowego, inwestycyjnego może iść w parze z coraz bardziej autokratycznym zarządzaniem korporacjami. Wielka liczba wspólników jakiegoś przedsięwzięcia powoduje utratę przez nich nad nimi kontroli. Kontrolę i władzę przejmują w ich imieniu, ale z ich niewielkim wpływem zarządzający. Z drugiej strony zinstrumentowanie rynków finansowych jest tak bogate i powszechne, że prawie każdy jest jego uczestnikiem. Dziś bardzo łatwo jest przemieszczać swoje fundusze, swoje udziały, swój kapitał i lokować go w przedsięwzięcia efektywne. Ten powszechny dostęp do finansowych narzędzi powoduje zastępowanie małych lokalnych gierek ekonomicznych wielkimi ponad narodowymi grami. Akcjonariusze nie muszą interesować się polityką firm, technologiami, technikami sprzedaży itp., mogą kierować się tylko efektywnością i zyskiem który im akcje przynoszą i porównywać je do innych dostępnych na rynku instrumentów lokaty kapitału. Sierpień 1999 r.
Socjalizm był ustrojem upiornym, równie upiornym jest kapitalizm, przynajmniej ten w polskim wydaniu.Tak jak socjalizm cechował się bardzo negatywnymi cechami, takimi jak chociażby wszechobecną ideologizacją, kultem partii komunistycznej, kultem jednostek, podejrzliwością, zupełnym brakiem tolerancji dla myślących i zachowujących się „inaczej”, niezgodnie z ideologią i oczekiwaniami partii i partyjnych bonzów, inwigilacją, cenzurą itp. itd., tak kapitalizm wydobył z ludzi takie cechy jak: pazerność, bezwzględność, zepchnął na daleki plan takie wartości jak solidaryzm, współczucie. Liczą się tylko pieniądze. Pogoń za dobrobytem przy użyciu wszelkich dostępnych środków stała się główną cechą, główną metodą przeżywania życia. W tej pogoni ludzie stają się bezwzględni i cyniczni. Korupcja wtargnęła do wszystkich środowisk: politycznego, biznesowego, prawniczego, lekarskiego, nie ominęła nawet kultury i Kościoła. Ci, którzy nie chcą, nie potrafią lub nie mogą wpisać się w nurt komercji, cwaniactwa, są postrzegani jako nieudacznicy, którzy tylko przeszkadzają, zakłócają spokój sumień i nowy styl komercyjnego myślenia. Część elit finansowych, politycznych odnosi się pogardliwie do tzw. mas, do przeciętniaków. Najchętniej w ogóle by ich nie zauważała gdyby nie to, że bez nich nie byłaby tym czym jest. Kto by kupował produkowane przez nich towary, ich usługi, kto pracowałby w ich firmach, kto stanowiłby tło dla polityków, kto stanowiłby pretekst do „społecznych” działań? Nastąpił ogromny deficyt sumienia. Gdzie go szukać, skoro nawet brakuje go jakże często w Kościele? Gdzie np. są sumienia tych księży, którzy korzystając z datków, jakże często biednych ludzi, rencistek i rencistów, są ogromnie rozrzutni, kupują sobie luksusowe samochody, inwestują tak zdobyte pieniądze w podejrzane interesy itp. W okresie komunizmu Kościół Polski był ostoją wolności i schronieniem. Przykro, że dziś część duchowieństwa zatraciła dawny służebny charakter i wpisała się w komercyjną rzeczywistość dzisiejszej Polski. W Egolandzie.Kiedyś w Egolandzie między poszczególnymi „ego” były więzi, a właściwie wszystkie one były trzymane na uwięzi. dominował egalitaryzm. Był to egalitaryzm sztuczny, wymuszony, sterowany. Dziś nie ma nawet takiego egalitaryzmu, takich więzi. Dziś prawie każde „ego” żyje osobno, dla siebie, powstał „egokanibalizm” i „egowampiryzm”. Ega budując siebie pożerając inne ega, wysysając z nich krew. Wrzesień 1999.
Moje poglądy na tematy gospodarcze powoli się zmieniają.Przyznaję, że powoli zmieniało się moje spojrzenie na proces przekształcania gospodarki od gospodarki odgórnie, „ręcznie” sterowanej do gospodarki wolnorynkowej. Przed okresem przemian i na ich początku moje poglądy gospodarcze były liberalne. Wydawało mi się, że rynek stanowi panaceum na wszystko, że jest najlepszym regulatorem we wszystkich dziedzinach: gospodarczej, społecznej itp. Uważałem, że dzisiejsza gospodarka rynkowa, dzisiejszy kapitalizm ma już „ludzkie oblicze” i że przyjmie takie oblicze również w Polsce, że ludzie dorośli już do tego, by gospodarka rynkowa i wolna gra nie były w sprzeczności ze społeczną otwartością i solidarnością, z postawami pro-społecznymi i pro-państwowymi. Takie myślenie wydawało mi się racjonalnym, logicznym, a gra rynkowa jawiła się prawie jak przejrzysta, prosta gra matematyczna, wydawało mi się że funkcjonują w niej niezmienne jak w fizyce prawa. Przyznaję, że dość długo uważałem liberalne podejście za słuszne i dopiero z czasem pod wpływem obserwacji i własnych odczuć powoli je zmieniałem. Przyznaję, że uważałem, że ci którzy chcą większego zaangażowania państwa w procesy przekształceniowe, w ich kontrolę są przeczuleni, że wszędzie węszą spiski i nie ufają ludziom, grupom, środowiskom, społecznościom. Wydawało się, że rozwój gospodarczy przyniesie nieuchronnie coraz lepsze zaspokajania potrzeb społeczeństwa, całej wspólnoty. Dziś, wydaje mi się, że się myliłem, rzeczywistość skorygowała moje myślenie. Gospodarka jest poddawana tak wielu różnym czynnikom, różnym zakłóceniom, bodźcom, zależnościom, również tym spoza czystej ekonomi, że liberalne wyobrażenia o gospodarce okazały się zbyt uproszczone. Zresztą chyba nawet teoretyczne naukowe reguły mogą pomagać tylko w sterowaniu pewnymi procesami, pewnymi fragmentami gospodarki, natomiast konieczny jest w nią bieżący, ciągle na nowo podejmowany wgląd. Dziś jestem już znacznie mniej liberalny. Z upływem czasu, w ciągu kolejnych lat życia w demokratycznej Polsce zmalała, a nawet chyba wyczerpała się moja ufność w to, że demokratyzacja i wolny rynek same w sobie spowoduje uzdrawianie i normalizację życia publicznego. Z perspektywy czasu przyznać trzeba, że poglądy polityczne i gospodarcze tych polityków, którzy uważali, że majątek narodowy jest zbyt łatwo i zbyt pośpiesznie przejmowany przez prominentów dawnej władzy i ludzi z układów i poglądy o zbyt gorliwym uleganiu zagranicznym naciskom były w dużej mierze zasadne. Szybkość prywatyzacji stała się fetyszem, za którym szły w parze bylejakość i beztroskość. Przede wszystkim wielkie reperkusje gospodarcze i społeczne spowodowało to, że byliśmy prymusami w zbyt mocnym zbijaniu inflacji i budowaniu zbyt silnej złotówki. Wszystko to spowodowało, że pod względem rozwoju gospodarczego jesteśmy w ogonie państw środkowej Europy. Przekonałem się, że zbyt trudny pieniądz, zbyt trudna ascetyczna gospodarka sprzyja drapieżności i bezwzględności tworzących ja podmiotów, bezwzględności i przestępczości w życiu społecznym. Politykom z różnych politycznych opcji, których łączy liberalne myślenie o gospodarce bardzo trudno jest się przyznać, że takie myślenie było obarczone choćby w części błędem. Dzisiejszy kapitalizm, przynajmniej ten w dzisiejszej Polsce nie różni się od tego z początków jego kształtowania się, jest tak samo bezwzględny i niesprawiedliwy. Egoizm, pazerność są podniesione dziś do wielkich, pożądanych cnót. Jakże często, ci którzy doszli do fortun dzięki cwaniactwu i hucpie, politycznym, ubeckim powiązaniom, a także dzięki nowym politycznym i towarzyskim układom, przez wykorzystywanie swoich pozycji zawodowych w likwidowanych państwowych i społecznych zakładach, mienią się dobroczyńcami, głoszą, że doszli do swych fortun dzięki swoim zdolnościom, zaradności i aktywności, że są niezastąpieni i że to oni dźwigają największe ciężary przemian, to oni są patriotami i przyczyniają się do rozwoju kraju. Widoczne „gołym okiem”: pazerność, rozpasaną konsumpcję i wyzysk innych tłumaczą przewrotnie i nieprawdziwie koniecznością inwestowania i tworzenia nowych miejsc pracy. Gdyby ta pazerność wynikała z chęci inwestowania i rozwijania swych firm byłaby pożyteczna, przynosiła by wymierne społeczne korzyści, ale w wielu wypadkach jest ona podyktowana próżnością, chęcią pokazywania swego bogactwa, swojej władzy, swej pozycji w establishmencie., egoistycznymi potrzebami, chęcią życia w coraz to większym luksusie Tak naprawdę to, że część społeczeństwa żyje w skrajnej biedzie, że niektórzy przymierają głodem, że dzieci chodzą głodne do szkół zupełnie ich nie wzrusza. Zadufani, uważają się za niezastąpionych, to oni są dobrodziejami, którym należy się szacunek, poważanie i respekt. Oczywiście takie wielkopańskie, egoistyczne i schizofreniczne postawy są udziałem tylko części przedsiębiorców, urzędników, polityków, ludzi z dorobkiem. Jest bardzo wielu przedsiębiorców, ludzi establishmentu uczciwych, którzy doszli do swoich fortun, do swoich pozycji ciężką, uczciwą pracą. Jest jednak prawie regułą, że im bardziej pokrętnymi, nieuczciwymi drogami ktoś doszedł do fortuny czy zawodowej i społecznej pozycji, tym głośniej mówi o swoich zasługach i tym mniejsza jest jego pro społeczna i pro państwowa otwartość. Coraz bardziej jestem skłonny do tego, by państwo wkraczało tam gdzie dzieje się zło, by przeciwdziałało tworzeniu się i rozwijaniu zła, by broniło pokrzywdzonych i by dbało o wszystkich swoich obywateli. Zresztą rozwój gospodarczy nie powinien być tylko celem samym dla siebie. Nie tylko suche wskaźniki, produkt globalny, stanowią o rozwoju cywilizacyjnym społeczeństwa. Od państwa totalitarnego, w którym ograniczano do minimum wolność jednostek i grup, w którym hasło „sprawiedliwości społecznej” stanowiło alibi do zniewalania, do zbrodni na swych obywatelach, do szykan wobec niepokornych, inaczej myślących, przeszliśmy do państwa, w którym zanikły prawie zupełnie społeczna więź i solidarność, w którym hasła „wolności jednostek” i „prywatnej własności” (bez względu w jaki sposób zdobytej) stanowią alibi dla społecznej niesprawiedliwości, dla istnienia biedy i rzeszy odrzuconych i wyeliminowanych z korzystania z jakichkolwiek profitów gospodarczych przemian. Nauczanie Jana Pawła II: „Jedni drugich brzemiona noście” wzywające do społecznej solidarności zupełnie nie ma dziś posłuchu. Nie chodzi o odejście od liberalizmu, od wolności gospodarczych podmiotów, o wprowadzanie autorytaryzmu, chodzi o odejście od liberalizmu totalnego, który staje się doktryną, być może tak samo groźną jak inne myślenia doktrynalne. chodzi o choćby tylko pewną dozę realizmu i praktycyzmu i współodczuwania. Upłynie pewnie jeszcze dużo lat zanim wahadło postaw, ideologii, doktryn i społecznych relacji osiągnie środek, zanim nastąpi równowaga i normalność. Wrzesień 1999r.
Bardzo trudno jest porzucić myślowe przyzwyczajenia.Bardzo trudno jest porzucić myślowe przyzwyczajenia, bardzo trudno jest przyznać się do pomyłek, do tego że własne myślenie było obarczone pewnymi błędami, że nie przewidziało się wszystkich konsekwencji takiej a nie innej polityki, bardzo trudno przyznać, że przeciwnicy polityczni, których poglądy się wcześniej podważało mają pewne, choćby cząstkowe racje. To okopywanie się we własnych poglądach jest widoczne po wszystkich stronach politycznej sceny. Bardzo trudno dochodzi się też do kompromisów. Jednak nawet wtedy gdy swoje racje nadal uważa się za słuszne kompromis jest często niezbędny do tego, by wektor całego układu politycznego jakim jest państwo skierować ku rozwojowi. Moje poglądy ewoluują i tak np. kiedyś uważałem liberalne poglądy głoszone np. przez niektórych działaczy i publicystów za rozsądne i racjonalne, dziś uważam je w dużej za zbyt jednostronne i dość życzeniowe, nie dopuszczające tego, że może w transformacji gospodarczej i społecznej popełnione zostały jakieś błędy, nie dostrzegające dzisiejszych społecznych problemów. Zmieniała się też moja ocena poglądów gospodarczych niektórych polityków nieliberalnych. Wcześniej uważałem, że są oni zbyt zachowawczy nie tylko politycznie (zbyt zanurzeni w przeszłości i teraźniejszości, w chęci rozliczeń ludzi, a mało otwarci na przyszłość) ale też zbyt mało odważni w reformowaniu gospodarki. Dziś uważam, że w ich poglądach było sporo racji i że jak we wszystkim potrzebny jest umiar, również umiar w liberalnych poglądach gospodarczych. Z drugiej strony radykalna krytyka wszystkiego co do tej pory dokonano i szukanie radykalnych rozwiązań też nie są konstruktywne. Potrzebne jest skupienie uwagi na najważniejszych dla kraju sprawach, przede wszystkim na jego przyszłości, na warunkach potrzebnych do jego rozwoju. ale potrzebne jest też porządkowanie i zwalczanie istniejących patologii gospodarczych i społecznych i nie dopuszczanie do ich powstawania w przyszłości. Jest dużo racji w głoszonej potrzebie moralnej odnowy, jest też dużo racji w głoszonej przez środowiska liberalne potrzebie skupienia się na przyszłości Polski, na jej rozwoju, na potrzebie zjednoczenia wszystkich sił, skupienia całego społeczeństwa wokół nadrzędnych celów i zadań Potrzebna jest przebudowa systemu wartości dokonana przez społeczeństwo a zwłaszcza przez elity i to wszystkie elity, niezależnie od ich politycznego umiejscowienia. Potrzebne jest większe poczucie społecznej wspólnoty, większe wyczulenie i solidarność z najsłabszymi, z najuboższymi, potrzebne jest rozróżnianie aktywności i przedsiębiorczości od pazerności na pieniądze i władzę i nie doszukiwania się bierności w ludzkiej bezsilności i aktywności w cwaniactwie i bezwzględności. Aktywność i przedsiębiorczość nie mogą przekształcać się w bezwzględne dążenie, w bezwzględną walkę o osiągnięcie osobistego lub grupowego super sukcesu. |
||
| zdizek@vp.pl |
||